Rowerowa polityka

Rowery są na topie, to fakt. Polacy przy pięknej pogodzie okupują serwisy rowerowe. Terminy 3-4 tygodniowe to standard. Klienci przychodzący w czerwcu na pierwszy przegląd po zimie to nie przypadek. Polacy kochają rowery… tylko na weekend, długi weekend, święto i to przy dobrej pogodzie. Polska jeździ na rowerze – weekendowo.  I tu pojawia się polityka. Dajmy ludziom rowery za darmo (przecież i tak oni za to płacą w podatkach) i powiemy, że zachęcamy do ekologicznego transportu. Wszystko pięknie. Miasto Poznań za 3-latkę z Nextbike wydało ponad 20 mln złotych. Firma chwali się milionem wypożyczeń. Rynek kwitnie. Ale czy na pewno? Czy osoby chcące poruszać się rowerem po mieście, które w większości wypadków mają swoje dwa kółka mogą powiedzieć, że polityka miasta służy rowerzystom?  Czy namalowanie pasa drogi rowerowej na ulicy, który nigdzie nie prowadzi można zaliczyć do powiększenia ilości dróg rowerowych w mieście? Czy faktycznie wydanie 20 mln złotych na rower miejski ma wpływ na mieszkańców miasta w kwestii podróżowania rowerem na co dzień? Tak właśnie działa polityka.  Decydenci nie mający pojęcia o tkance miejskiej organizują dzień malowania czerwoną farbą ścieżek wytyczonych chyba tylko na komputerze. Cierpią piesi i rowerzyści. Cierpi miasto, które powinno na pierwszym miejscu stawiać pieszych i transport zbiorowy, a nie bawić się w animatora czasu wolnego za nasze pieniądze. Może jeszcze pączki za darmo dla wjeżdżających do miasta samochodami?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *